fbpx
Zmien-swoje-nawyki

Dobre nawyki drogą do sukcesu

„A droga długa jest, nie wiadomo czy ma kres” wybrzmiewa w jednej z bardziej znanych piosenek pochodzącej z Bielska-Białej formacji Akurat. Słowa te doskonale oddają to z czym przyjdzie nam się zmierzyć jeżeli podejmiemy próbę zmiany samych siebie. Rozwój osobisty, samodoskonalenie jest złożonym procesem i mogę śmiało powiedzieć, że nigdy się nie kończy. Stając się mistrzem w jednej dziedzinie, natychmiast otwierają się przed nami nowe możliwości i wyzwania. Raz po raz stawiamy sobie nowe cele, w realizacji których pomagają nam dobre nawyki wprowadzane do naszego życia. Na naszej drodze spotka nas jednak wiele zakrętów, niejednokrotnie upadniemy. Ważne jednak jest aby uczyć się na błędach, po potknięciu stawać się silniejszym i dążyć do swojego celu. Zapraszam Cię do zapoznania się z procesem zmian, które zapoczątkowałam w swoim życiu. Zmian okupionych zwątpieniem, przygnębieniem, niepewnością, ciężką pracą, wzlotami i upadkami.

Poszukiwanie i wyznaczanie celu do realizacji

Jeżeli tak jak ja startujesz z pułapu zerowego to zapewne jest Ci bardzo trudno zebrać się w sobie i zacząć działać. Skupienie się i obiektywne spojrzenie na siebie i swoje dotychczasowe życie nie jest proste a co dopiero odnalezienie obszaru, który chciałoby się rozwijać. A nie ukrywajmy, początki drogi są zawsze najbardziej wyboiste i kręte.

Może wobec tych wszystkich trudności na początkowym etapie powinnam zrezygnować zanim podejmę próbę zmiany, która z wielkim prawdopodobieństwem zakończy się porażką?

Ale nie, jestem przecież ambitna. Dam radę. Jak tu tylko znaleźć to coś konkretnego, tą jedną rzecz, którą chcę osiągnąć lub zmienić? W sumie może zacznę od razu od całej listy rzeczy i zachowań do zmiany? Jak już działać to na całego!

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Usiadłam w kuchni u mamy i zaczęłam tworzyć swoją listę celów i zmian jakie chciałabym wprowadzić w swoim życiu. Brak pracy i zniechęcenie dotychczasową bezczynnością były dodatkowym zapalnikiem do tworzenia listy.

Człowiek jak zacznie tworzyć czasami popłynie z prądem i ciężko dobić do brzegu. Nie pamiętam już dokładnie czy jedną czy dwie kawy później zakończyłam tworzenie swojej listy celów na 2022 rok.

Lista celów na 2022 rok – im dłuższa tym lepsza

Byłam z siebie mega dumna. Początkowo myślałam, że nie znajdę nawet ani jednej rzeczy, nad którą chciałabym pracować a tu proszę, lista całkiem pokaźna.

Z ważniejszych dla mnie rzeczy chciałam zmniejszyć ilość wypijanej kawy, nauczyć się niemieckiego, zacząć regularnie ćwiczyć, zmienić nawyki żywieniowe, zrezygnować ze słodyczy (zupełnie zrezygnować), stać się pewniejszą siebie. Żeby nie było zbyt łatwo chciałam również poświęcać godzinę dziennie na czytanie i 30 minut na kurs kaligrafii (?!). Zapomniałabym, pracując na pełny etat dorzuciłam sobie jeszcze tworzenie bullet jurnala (to takie modne przecież).

Brak nawyków i upadek pierwszy

Jak myślisz, jak długo wytrwałam w realizacji mojej listy celów i codziennych zadań?

Jeden dzień. Tak, dzień. Nie miesiąc czy tydzień. JEDEN dzień. Dlaczego poległam już na samym początku? Odpowiedź jest brutalna ale jednocześnie bardzo prosta. Nie przemyślałam dobrze tego co tak NAPRAWDĘ chcę zmienić w swoim życiu i DLACZEGO chcę to zrobić. Poszłam owczym pędem za innymi.

Niemiecki? Pracuję we Francji, na pograniczu z Włochami i Szwajcarią. Czy Niemcy przyjeżdżają? Owszem ale nie jakieś porażające ilości. Zazwyczaj mówią po angielsku. To już bardziej włoski by mi się przydał w pracy.

Kaligrafia? W jakim celu? Przecież nie pracuję w 5-gwiazdkowym hotelu gdzie goście otrzymują ręcznie pisane karteczki. Listów pisanych ręcznie też nie wysyłam tonami. Tworzyć nie tworzę.

Bullet Jurnal? To już totalnie nie moja bajka, zdecydowanie bardziej sprawdzają się dla mnie gotowe kalendarze. Ale nie powiem, dwa ostatnie miesiące 2021 stworzyłam w BuJo. Szkoda tylko, że straciłam na to sporo czasu.

Także fail numer 1 przy wprowadzaniu zmian w życiu właśnie się dokonał. Wiedziałam, że łatwo nie będzie ale nie spodziewałam się, że polegnę po pierwszym dniu. Trochę mnie to zastopowało i przygnębiło.

Nieoceniona pomoc i wsparcie męża, wskazówki

Moim wybawieniem i ogromnym wsparciem na drodze do zmian okazał się mój mąż. Od zawsze był ambitny i jeśli obierał jakiś kierunek lub stawiał sobie cel do osiągnięcia to dążył do niego. Patrząc na jego działania, jego wiarę w siebie, zmianę złych nawyków na dobre i realizowanie zadań widziałam kogoś pewnego tego co chce osiągnąć. Świadomego kosztów, które należy ponieść aby za jakiś czas powiedzieć, że się udało i cieszyć się z nagrody jaką jest lepsze JA.

Dobre nawyki kluczem do sukcesu

Obserwowanie działań mojego męża motywowało mnie. Dużo rozmawialiśmy, to on podsunął mi pierwszą książkę, którą przeczytałam z myślą o tym, że pomoże mi ona zmienić siebie.

Nawyki 2.0 Macieja Wieczorka bo o niej mowa zupełnie zmieniły moje myślenie i podejście do zmian. Jest to książka do wielokrotnego czytania i do pracy z nią.

Czytając, robiłam sobie notatki, wykonywałam ćwiczenia. Czułam, że na nowo odkrywam siebie i że zaczynam rozumieć czym jest rozwój osobisty. A przede wszystkim to, że każdy jest inny i nie ma jednej recepty dla każdego. Trzeba spróbować i dostosowywać rozwiązania do siebie.

Dotarło do mnie, że zmiana rozpoczyna się w głowie. Należy naprawdę poświęcić odpowiednią ilość czasu aby poukładać sobie wszystko. Trzeba zrozumieć czego chcę od życia, co mi pomaga a co przeszkadza. I dopiero wtedy, kiedy naprawdę chcę, kiedy jestem przekonana o chęci zmiany, powinnam spokojnie usiąść i zastanowić się nad tym od czego zacznę zmianę.

Przewartościowanie celów i praca nad nawykami

Uzbrojona w nową wiedzę, pozytywnie nastawiona postanowiłam jeszcze raz stworzyć swoją listę celów do osiągnięcia i nawyków, które pomogą mi tego dokonać.

Podzieliłam swoje cele na różne kategorie: zdrowie, praca, rodzina, finanse itp.

W każdej z nich zapisałam swój cel w czasie dokonanym. Na przykład moja waga nie przekracza 68 kg. Albo jestem dyrektorem hotelu. Każdy weekend i święta spędzam ze swoją rodziną.

Nie określiłam daty ostatecznej osiągnięcia konkretnego celu. Najważniejsze dla mnie było aby uświadomić sobie czego chcę i aby zmienić swoje nawyki na takie, które będą mnie zbliżać do każdego z zapisanych celów.

I takie listy stworzyłam do każdej z kategorii, w której chciałam coś zmienić, osiągnąć.

Pozytywne rezultaty i strata czujności

Próba numer dwa okazała się zdecydowanie lepsza, wprowadzanie nowych nawyków szło dużo łatwiej. Być może dlatego, że rozpisałam sobie wszystko na poszczególne, małe etapy. Udało mi się nawet wyeliminować kilka złych nawyków. Ależ byłam z siebie dumna! Szkoda tylko, że zachłysnęłam się swoimi wynikami i przestałam się motywować i monitorować swoje postępy. Po ciężkim dniu pracy mówiłam sobie, że przecież jak odpuszczę jeden trening to nic się nie stanie. W chwilach silnego stresu w pracy nagradzałam się endorfinami w postaci czekolady. Taka mądra byłam! Od tego już niedaleko do porzucenia wszystkiego co dobre i upadek w otchłań.

Upadek numer dwa – czy zawiodły dobre nawyki?

I nie zgadniesz – tak się właśnie stało. Przerwy w treningach były coraz częstsze, brak śniadania spowodowany lenistwem (nazywajmy rzeczy po imieniu) czy słodkie oszustwa stawały się coraz częstsze.

Czy było mi wstyd przed samą sobą? Tak

Czułam się źle psychicznie? Owszem

Nadal chciałam dokonać zmian? Zdecydowanie

Jak więc sobie poradziłam?

Po pierwsze znów z pomocą przyszedł mi mój mąż. On nie gadał, on działał. Codziennie wykonywał zaplanowane zadania, powoli posuwał się naprzód. Obserwowałam zmiany jakie w nim zachodzą. Byłam pod wrażeniem. Czy też tego chciałam? Jak najbardziej. Czy byłam gotowa na kolejną próbę? Nie byłam pewna. Zbliżał się koniec sezonu zimowego, wakacje w Polsce, spotkanie z rodziną. Trudny czas na dokonywanie zmian.

Do trzech razy sztuka

Nie byłabym jednak sobą gdybym nie spróbowała. Kolejny raz usiadłam aby zastanowić się jak działać by do swoich celów się zbliżać a nie oddalać od nich. Tym razem jednak postanowiłam zwolnić ze zmianami. Cele pozostały takie same, zmieniły się metody oraz moje podejście. Tym razem wystartowałam z pewnością, że mi się uda.

Jak działam teraz? Wdrażam jeden dobry nawyk po drugim, powoli. Nie eliminuję złych nawyków ale zastępuję je dobrymi. Na przykład zamiast kawałka czekolady zjadam suszony owoc. Jeżeli nie mam czasu zrobić całego treningu robię 20 przysiadów albo 10 minut jeżdżę na rowerku stacjonarnym. Najważniejsze dla mnie jest aby wykonać plan minimum. Aby poczuć endorfiny dzięki dobrze wykonanej pracy, aby uczyć siebie i swój mózg, że to konkretne działanie jest dobre.

Dbanie o dobre nawyki przynosi niesamowite rezultaty

Czy widzę efekty? Jeszcze trochę za wcześnie aby się zachwycać. Nie chcę znów spocząć na laurach a za miesiąc obudzić się z poczuciem porażki. Niemniej jednak ważne jest aby zauważać nawet mały progres. Wiem natomiast, że czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy aby nawyki, które staram się wprowadzić do swojego życia zakorzeniły się w nim na dobre. Zdjęcie obok przedstawia kalendarz, który wykorzystuję do monitorowania moich codziennych postępów. Jak widać, trzecia próba zaczęła się w drugiej połowie maja (po powrocie z wakacji w Polsce).

Czasami mam gorsze dni, chwile zwątpienia ale jeżeli odpuszczę sobie raz, zrobię sobie tzw cheating day to czegoś mi brakuje. Mam wrażenie, że o czymś zapomniałam i czuję się niepewnie. Wydaje mi się, że dzień był zmarnowany. Czy to już oznacza, że pierwsze kilka nawyków zagościło na dobre w moim planie dnia? Czy już czas na kolejną rzecz? Trudno to określić. Na chwilę obecną odczekam jeszcze jakiś czas, pewnie do końca wakacji. Jeśli wszystko będzie szło dobrze to jestem zdecydowana wprowadzić kolejną pozytywną zmianę. Małymi krokami oczywiście. Jeżeli okaże się, że robię to zbyt szybko wówczas wycofam się i nadal będę pracować nad dotychczasowymi nawykami.

Pozytywne nastawienie, wiara w siebie, ciężka praca i dobre nawyki

Generalnie moja trzecia próba zmiany jest zdecydowanie najlepsza. Czy dlatego, że mam doświadczenie w popełnianiu błędów i tym razem naprawdę chcę zmian? Pewnie tak. Według mnie jednak obecna próba jest przemyślana, stworzyłam plan działania i się go trzymam. Nie boję się zatrzymać czy nawet cofnąć w działaniu kiedy czuję, że następny krok może być tym, który znów mnie złamie i zniweczy moje wysiłki. Myślę, że pora roku również mi pomaga. Lato, piękna pogoda, słońce zawsze działały na mnie pozytywnie. Tak jak i okolica, w której mieszkam. Tutaj, w samym sercu Alp nie da się siedzieć całymi dniami w domu, bez żadnej aktywności fizycznej.

Jestem dobrej myśli. Wierzę w siebie i nie poddaję się. Słabsze chwile staram się od siebie odganiać ale z drugiej strony nie katuję się dietami czy treningami ponad siły.

Zdrowie i odpowiednia waga są tylko jednym z moich celów. Zaczęłam od niego ponieważ czuję, że mając więcej energii, wiary w siebie czy akceptując swoje ciało będzie mi łatwiej pracować nad kolejnymi nawykami aby móc osiągać kolejne cele.

Pozdrawiam serdecznie,

Zmotywowana i głodna zmian

Agnieszka

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona wykorzystuje plikie cookies. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce prywatności i plików cookies. Więcej informacji

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce prywatności i plików cookies. Korzystając z tej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies według ustawień Twojej przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia i zrezygnować z wykorzystywania plików cookies.

Zamknij